<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Gwatemala"> 
<author_1=J. Fruhling>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="7">
<date=1954-07-04>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Gwatemala to najpikniejszy kraj Ameryki aciskiej.
Nigdzie kultura indiaska nie utrzymaa si dotychczas w formie tak nieskaonej. Najwikszym skarbem natury tego kraju jest jezioro Atitlan. Na brzegu tego jeziora wznosi si krater starego wulkanu, a ze rodka jego szafirowych wd strzelaj w niebo wspaniale kopuy dwch innych wulkanw. U stp wulkanu nadbrzenego cignie si nad jeziorem szereg wsi i wiosek, poczonych ze sob jedynie przez karkoomne przejcia wrd
ska. We wszystkich tych wioskach mieszkacy nosz stroje barwy czerwonego wina, wyrabiane przez miejscowe kobiety na prymitywnych warsztatach tkackich.
Miasto Chichicastenango stanowi przedziwny paradoks: prawie nie ma w nim mieszkacw. Jest to waciwie olbrzymi plac, na ktrym zbieraj si dwa razy w tygodniu chopi z okolicznych wsi, by sprzedawa swe wyroby i kupowa w zamian to, co im jest potrzebne. Jedn z najciekawszych budowli tego miasta bez mieszkacw jest wspaniay klasztor, licznie odwiedzany przez Indian. Tutaj wierni swoim obyczajom Indianie, otoczeni gstym dymem kadzide, wypowiadaj swoje stare wiersze i formuy religijne. Cho koci jest chrzecijaski, obrzdy te nie maj nic wsplnego z modlitwami, lecz s raczej zaklciami. Jak za dawnych czasw, Indianie skadaj w katolickim kociele ofiary swemu
staremu bogu Hurakanowi, bagajc go, by uyni ich ziemi. Od czasu do czasu wrd szeregw modlcych  si Indian zjawia si duchowny, kropic ich wicon wod. Wie dobrze, e te indiaskie rzesze modl si do innego ni on pana, ale wzgldy praktyczne nie ka mu si z tym liczy. Starzy bogowie okazuj si cigle silniejsi.
Turysta wypchany dolarami, ktry uroczo spdzi czas w Gwatemali, mwi o niej jak o jakim raju na ziemi. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
